Slot Art Festival 2012

Jeżeli jeszcze nie macie planów na ciekawe spędzenie czasu w lipcu, to mam propozycję! ;) Gorąco polecam Slot Art Festival w Lubiążu k. Wrocławia, odbywający się w dniach 10-14 lipca.

Slot Art jest jednym z największych festiwali alternatywnych w Polsce. W ciągu kilku dni ma się tam możliwość uczestniczenia w ponad 120 rodzajach warsztatów, koncertach (kilka scen) wykładach, wystawach,przedstawieniach. Również organizacje pozarządowe mają tam swoje stoiska. Można porozmawiać, zadawać pytania. Mieszczą się tam również kluby, kawiarnie itp prowadzone przez wolontariuszy.

Byłam już kilka razy na „Slocie” ;) Za każdym razem jechałam tam jako wolontariusz i byłam zwolniona z wszelkich opłat. Nie są one co prawda bardzo wysokie, bo za wejściówkę na cały festiwal w ostatniej chwili płaci się ok. 160zł (grupowy po 140) Jako wolontariusz pracowałam w Cafe Cytryna i poznałam przy tym masę naprawdę ciekawych ludzi.

Z takich ciekawostek, to zawsze byłam zadziwiona tym, że uczestnicy obdarzają się niezwykłym zaufaniem. Ludzie zostawiają komórki gdzieś na trawie podłączone do zasilania i nikt ich nie kradnie. Wiem z doświadczenia ;) Aparat, który zagubiłam w Art Katedrze wrócił do mnie po niecałej godzinie dzięki Biurze rzeczy znalezionych.

Szczerze przyznam, że kiedy myślę o tym wydarzeniu, to moim pierwszy skojarzeniem są wszędzie słyszalne bongosy oraz liczne stoiska „Zrobię dredy za darmo” ;)

A może ktoś z Was także był na slocie i ma swoje wspomnienia?

Więcej info na stronie http://www.slot.art.org

 

Nauka wdzięczności

Od jakiegoś czasu moją głowę zaprząta kwestia wdzięczności. Zauważyłam, że dużo łatwiej przychodzi mi narzekanie na to czy na tamto niż dostrzeganie pozytywów. Bardzo zależy mi na tym aby to zmienić. Nie chodzi mi o jakieś sztuczne doszukiwanie się „na siłę” plusów, ale o taką radość z małych rzeczy. Logiczne wydaje się to, że osoby z postawą wdzięczności nie zostają tak mocno dotykane przez przeróżne rozczarowania…Najpiękniejszymi jej wyrazami są te niewymuszone, naturalne gesty, które nie niosą ze sobą upatrzonej w tym korzyści.

Mam przyjaciółkę, która czasem podrzuca mi jakiś ciuch, kosmetyk czy coś do zjedzenia i za każdym razem wiem, że jest to objaw tego jak jest ona wdzięczna za tą relację. Tak jakby zamiast użycia słów pokazała mi ile radości daje jej nasz wspólnie spędzany czas.

Na dobry początek (w ramach nauki wdzięczności) postanowiłam wypisać kilka rzeczy za które jestem wdzięczna:

1) Za męża z osobowością pioniera, który uczy mnie wychodzenia z wyuczonych schematów

2) Za zaopatrzenie na każdy dzień

3) Za rodzinę, w której choć nie jest kolorowo, pomaga mi kształtować to kim jestem

4) Za to,że moje wychodzenie z opresji nie jest zwykłym „spadaniem na cztery łapy” lecz cudownym znakiem Boskiej interwencji ;)

Na koniec zdjęcie opublikowane przez Polską Akcję Humanitarną (PAH)

Obrazek

 

Najłatwiejsze ciasto na świecie :)

To, że ciasto jest dziecinnie łatwe w wykonaniu wcale nie oznacza, że jest ubogie w smaku. Oto dowód! Inspiracją był dla mnie przepis wzięty z bloga malyrycerz.blox.pl. Unowocześniłam go nieco i jestem zachwycona!

Potrzebujecie do niego:

1 paczkę krakersów

1 puszkę mleka skondensowanego słodzonego

1/2 kostki masła

1 banan

Wykonanie:

1. Wyłożyć mniejszą blachę do ciasta papierem do pieczenia.

2. Roztopić masło w garnuszku.

3. Do oddzielnej miski wlać mleko z puszki, dodać rozkruszone w rękach drobno wszystkie krakersy z paczki, roztopione gorące masło i pokrojony drobno banan. Wymieszać.

4. Masę wlać na papier na blaszce, piec ok 1/2 godziny w 180-200 stopni.

(Przepraszam za fatalną jakość zdjęcia – robione komórką)

Obrazek

Ciasto jest bardzo słodkie, dość charakterystyczne.

Zabawnie jest urządzać gościom konkurs dotyczący składników ;) Większość osób rozpozna w nim banana i na tym koniec. To prawda, ja też na początku myślałam, iż zamieszane jest w to toffi…;)

Powodzenia w wypiekach!

3 miesiące temu…

Dzisiaj mijają 3 miesiące od naszej przeprowadzki do Białegostoku. Co się zmieniło? Już nie powtarzam sobie codziennie „jestem w Białymstoku, mieszkam tu…”aby bardziej w to uwierzyć. Już dotarło to do mnie :) Niezmiennie jednak jestem zadziwiona tym,że wróciłam do miejsca z którym kiedyś na dobre się pożegnałam wierząc, że łapię niepowtarzalną szansę aby przeżyć coś niesamowitego i wartościowego. Myślę,że rzeczywiście tak było i nie żałuję. Jednak nigdy bym nie wpadła na to, iż właśnie tak wszystko się potoczy…

Sam pomysł powrotu do Białegostoku łącznie z jego wykonaniem zajął nam 3 dni…

Teraz zwłaszcza przy szukaniu pracy, wszyscy dziwią się dlaczego warto było zostawić wszystko w Krakowie i przyjechać tutaj. Ciężko jest wytłumaczyć to w kilku słowach. No bo co powiem?…że tak naprawdę to mieliśmy być teraz w Pradze na misji, ale po drodze mieszkaliśmy pod Bielskiem Białą i nagle okazało się,że to wszystko w co włożyliśmy tyle wysiłku zostało zawieszone w czasie i jednak trafiliśmy tutaj…Wolę więc odpowiadać,że teraz tu jest nasze miejsce…W myślach dopowiadając sobie,że nie wiem na jak długo…ale mam w sercu takie silne przekonanie,że nic nie jest przypadkiem i nic nie dzieje się bez sensu.

Obrazek

Słów kilka…

Postanowiłam zamieścić jeden z moich wierszy. Miałam teraz długą, chyba nawet roczną przerwę w pisaniu…Tak się jakoś złożyło.Trudniej jest mi po takim czasie ubrać w słowa to co chcę, wszystko wychodzi trochę koślawiej ;)

No, ale dobrze, wiersz jaki jest, każdy widzi.

Słowa

Twoje słowa mają moc

okryć zziębnięte ciało

jak płaszczem

delikatnie kołysać

aż zaśnie

Twoje słowa mają moc

kaleczyć jak sztyletem

czy z impetem uderzyć w ten drugi policzek

lecz potem

ich waga maleje

choć ilości wciąż więcej

rzucasz nimi na oślep

bierzesz szerszy zamach

Nagle patrzysz jak przeciekają Ci przez palce

zużyte…brudne…niewyczekiwane…

Czworonożna przyczyna radości

Przyszedł czas na wyznanie, mianowicie…kocham koty ;) Odkąd sięgam pamięcią do zamglonych wspomnień z dzieciństwa, gdzie były one znajdowałam się też ja. Co prawda, gdy przeprowadziłam się do liceum, później poszłam na studia moje możliwości opiekowania się jakimś kotem były znikome, jednak fascynacja tymi niezależnymi pieszczochami nie przeminęła. Od początku małżeństwa wyrażałam głośno swoją potrzebę posiadania futrzaka. Wciąż jednak nie osiągaliśmy w tym względzie porozumienia. Nie chodziło o żadną alergię na sierść, awersję do kotów ani nic podobnego. Mój mąż uważał, że trzymanie zwierzęcia w małym, 30 paro metrowym mieszkanku byłoby dla niego mordęgą…Po cichu chyba nawet przyznawałam mu rację.

Był jednak w naszym życiu taki czas, myślę,że najtrudniejszy, który potrząsnął wszystkim tym, co było dla nas ważne, stabilne, oczekiwane… Pamiętam z tego czasu poczucie bezsilności przewijające się ze zrywami wysiłku, działań, które od samego początku czułam, że były bezskuteczne. W tym też czasie do domu, w którym chwilowo mieszkaliśmy przybłąkał się kot :) Przyszedł kilka dni po naszej przeprowadzce. W ekspresowym tempie zadomowił się w naszym pokoju, polubił kanapę i wyraził potrzebę przyjęcia czegoś „na ząb” ;)

Przez kilka miesięcy uczestniczyliśmy w rytuale rannego wpuszczania Pieszczocha do pokoju, karmienia, głaskania, wypuszczania na spacer, wydawania mu podwieczorku, kreowaniu przestrzeni do zabawy…;) Ktoś mógłby powiedzieć,że szkoda czasu i energii na takie zabiegi. Dla nas jednak, w tamtym czasie ten mały kot przynosił radość, której potrzebowaliśmy, odwracał uwagę od przyglądania się temu na co nie mieliśmy wpływu. Zamiast patrzenia się na siebie i zadawania tych samych wciąż pytań mogliśmy zaopiekować się kimś, kto pewnej mroźnej zimy naprawdę nas potrzebował . 

Zamieszczam kilka zdjęć Pieszczocha, jak wierzę,prezentu od Pana Boga ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sałatka z owoców

Pomimo kilkuletniego małżeństwa w kuchni odnalazłam się niedawno ;) Może to za sprawą męża, który dość dobrze tam sobie radził, może po prostu nadszedł mój czas i nagle rutynowe czynności zaczęły przynosić mi radość. W każdym razie krojenie owoców do poniższej sałatki przynosi mi teraz niezłą frajdę a smakuje też niczego sobie ;)

Ale do rzeczy, składnikami są:

3 banany

2-3 jabłka

3 mandarynki (zamiennie z pomarańczą)

jogurt biszkoptowy Danone (jako sos)

Proste a smaczne! :)

Oczywiście można stosować różne wariacje, czasem wkrajam też kiwi czy nektarynki. Trzeba jednak pamiętać aby zachować balans między np. kwaśnym cytrusem a trochę „zamulającym” bananem :)

Obrazek

Witam na moim blogu :)

Blog Life of my soul miał powstać kilka lat temu, później kilka miesięcy temu, ale wciąż i wciąż nie miałam do tego przekonania…Dziś klamka zapadła i jest ;) Nie mam obmyślanych wszystkich reguł i zasad jego funkcjonowania. Pewnie jak to zazwyczaj bywa okaże się to w trakcie metodą prób i błędów.

Wiadome jedynie jest to, iż będzie to wirtualna przestrzeń, w której pojawiać się będą migawki z życia codziennego, zdjęcia tego przy czym warto się zatrzymać, luźne refleksje oraz sprawy mi najcenniejsze obmyślane wciąż na nowo :)

Zapraszam wszystkich tych, którzy czytając blogowe wpisy lubią poruszać się po zakamarkach nieznanej,ludzkiej duszy.