Melduję, że żyję ;)

I znów wpis po dłuższej nieobecności ;)Nie wiedziałam, że praca na infolinii może być tak wyczerpująca! Po powrocie z pracy mam siły jedynie na oglądanie z moim mężem Igrzysk Olimpijskich oraz wyprawę do sklepu po lody ;) Mam nadzieję, że jak już nauczę się wszystkiego, to będzie inaczej…

Rzuciłabym kilka ciekawostek typu „najśmieszniejsze rozmowy miesiąca”, ale chyba jestem tam właśnie po to aby pomagać osobom, które mają prawo nie wiedzieć,że internetu nie będzie jak ma się wyłączony monitor itp ;) Będę więc politycznie poprawna i zachowam to dla siebie;)

Codziennie poznaję mnóstwo ludzi, którzy się przewijają w sali, jednak brak jest czasu aby sobie dłużej pogadać, bo przecież każdy się śpieszy ;/ Ogólnie to chyba ten pęd najbardziej mi przeszkadza. W bardzo ograniczonym czasie trzeba wykonywać kilka czynności jednocześnie.

Ok. ok . nie zamierzam smęcić będzie dobrze i już :) Wczoraj nawet żartowałam z klientem przez telefon i nikt mnie za to nie obstawił ;)

Jeżeli chcielibyście napisać coś do mnie prywatnie, omijając komentarze, to podaję Wam świeżutki adres e-mail:  lifeofmysoul@gmail.com

Reklamy

Dzieje się, oj dzieje… ;)

Ostatnio nie miałam zbyt dużo czasu na blogowe wpisy… A to wszystko za sprawą tego, że moje życie nieco przyspieszyło ;) Przede wszystkim znalazłam pracę (no ok,nie tylko ja – pracuję teraz z mężem ramię w ramię) Przyznaję, że jestem teraz tak zmęczona,że walczę z drgającą powieką czytając każde zdanie po 3 razy ;)

Ale od początku! Dokładnie w naszą 3 rocznicę ślubu zostaliśmy zaproszeni na rozmowę do pewnej firmy, która pomyślnie rozpatrzyła naszą kandydaturę :) Wszystko brzmi pięknie i prosto, ale w rzeczywistości wydarzyło się coś o wiele więcej… zamknęliśmy w końcu nasz kilkumiesięczny etap poszukiwań.

Jak już wspomniałam pracujemy ramię w ramię, będąc dla współpracowników ciekawym zjawiskiem małżeństwa, które jest ze sobą 24/7. Wciąż jesteśmy pytani czy nas to nie męczy, czy się nie rozpraszamy itp Dla mnie jest to naturalne, bo przecież zawsze robiliśmy wszystko razem, włączając pracę… Muszę przyznać, że jedyną rzeczą, która trochę już mnie męczy jest gdy koordynator chcą coś wytłumaczyć zespołowi używa nas kolejny raz jako przykładu…;)

W związku z nową pracą zmieniłam teraz sposób funkcjonowania w ciągu dnia. Wstaję o 6.00. Nie narzekam jednak, bo wstając tak wcześnie rano pamiętam moje sny :) Słyszałam gdzieś, że jest to najlepsza pora na zarejestrowanie snu gdyż po godz.6.00 co każde 15min zapominamy jakąś część naszego snu. Taka ciekawostka :)

Trzymajcie za mnie kciuki w związku z nowymi wyzwaniami ;)

Śródziemnomorski styl życia ;)

Sposobów na radzenie sobie z upałami jest wiele. Niektórzy częściej bywają w supermarketach by móc chwilkę postać sobie przy mrożonkach ;) Inni po prostu inwestują w dobre rolety czy żaluzje. Jeszcze innym najbardziej pomaga zimny kefir…;) Ja chyba stosuję wszystko po trochu.

Odkryłam jednak, że tym co najbardziej poprawia mi nastrój są wieczorno – nocne przejażdżki rowerem po mieście.  Po ciężkim dniu ratowania się wentylatorem i regularnym uzupełnianiu płynów w organizmie taki nocny wypad jest czymś naprawdę orzeźwiającym. Powietrze jest wtedy ciepłe, ale w takim przyjemnym sensie, nie ograbiającym mnie z energii do życia :)

Poza tym naprawdę uwielbiam oglądać miasto nocą! Nie ma wtedy tłumów ludzi na drogach, ścieżkach i chodnikach co pozwala poczuć nieco wiatr w żaglach.

Ostatnio urządziliśmy sobie nocny maraton po knajpkach podczas którego odkryłam bardzo fajne miejsce. Domyślam się, że była to wcześniej księgarnia gdyż do dyspozycji klientów jest duży zbiór nowych książek, praktycznie z każdej dziedziny. Tym oto sposobem, sącząc zimne trunki mogliśmy poznać nieco historii Białegostoku. Co prawda, oczy nam się już trochę kleiły, ale cośtam się dowiedzieliśmy ;)

Zamieszczam kilka zdjęć oddających atmosferę tych naszych spontanicznych wypadów. Na ostatnim widać tą knajpkę z książkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Słowa c.d.

Słowa Niewypowiedziane

Tyle słów było do powiedzenia

machnięciem ręki

przepędziłeś je jak gromadę bezdomnych psów

I nic już nie mam

cisza jak uszkodzony wiatrak

brzęczy i brzęczy wciąż w mojej głowie…

Film

Kilka słów o muzyce

Nie nauczyłam się jeszcze grać na żadnym instrumencie chociaż zawsze miałam to w planach. Zawsze było coś bardziej pilnego, ważnego, nie cierpiącego zwłoki…Egzaminy, praca, relacje z przyjaciółmi. Nie chcę powiedzieć, że nie miałam czasu, bo w ten sposób można wytłumaczyć każde niespełnione marzenie i wygląda to dość żałośnie ;)

Czasem śni mi się, że jestem na scenie i śpiewam lub gram. Kilka razy było tak, że nie potrafiłam ruszyć się lub chociaż wydać z siebie dźwięku przez wszechogarniającą tremę ;) W takich chwilach budzimy się i cieszymy, że to tylko sen.

Poniżej zamieszczam utwór, który sprawia, że czasem gdy go słucham łzy same napływają mi do oczu :) Jest naprawdę piękny i gdy na chwilę skupimy się, możemy posłuchań niezwykłej historii…

 

Praca… ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

Od jakiegoś czasu znów szukam pracy. Miało coś wyjść, nie wyszło, długo by opowiadać…

Tak czy inaczej znów rozsyłam CV i udaję się na budujące poczucie własnej wartości i zachęcające do dalszego rozwoju…spotkania ;)

Pomimo ogólnej redukcji etatów dla nauczycieli i masowych zwolnień w oświacie nie tracę nadziei, że będzie dobrze. Zależy mi bardzo na pewnej pracy w bibliotece….Achh jak bym tam chciała…No, ale poczekam i zobaczę co z tego wyjdzie.

Przedstawicielem handlowym, ubezpieczeniowym czy doradcą kredytowym na razie być nie planuję. Lekkiego stopnia niepełnosprawności też u siebie dzięki Bogu nie zauważam…No tak, wieje ironią, a tak bardzo zależało mi na tym aby był to wpis wiejący pozytywnym nastawieniem ;)

A tak na poważnie, to przez ostatnie kilka lat naprawdę nie sądziłam,że będę szukać pracy w swoim zawodzie. Wszystko układało się tak jakbym już zawsze miała żyć jak żyłam, robić to, co potrafiłam najlepiej i kochałam. Uczę się teraz pokory i wdzięczności za to co jest.

Pamiętam gdy po maturze pracowałam kilka miesięcy w sklepie spożywczym należącym do pewnej tatarskiej rodziny. Praca na 3 zmiany, dwie kasy fiskalne do obsługiwania i wypłata – widmo…Obiecałam sobie wtedy, że nigdy więcej… ;)

Najważniejsze jednak teraz jest to, że nie uzależniam tego kim jestem od tego ile zarabiam czy gdzie pracuję. Chcę po prostu móc poprzez moją pracę poznawać ludzi, którym mogę pomóc lub sprawić by ich dzień był weselszy :) Marzy mi się miejsce, w którym moją rolą będzie coś więcej niż proste zrobienie tego co do mnie należy, powrót do domu i czekanie na wpłatę na konto.

 

23 czerwca czyli…?

No właśnie, co kryje się pod datą 23 czerwca?;) Muszę przyznać, że co roku od nowa muszę się w tym upewniać. Nie ukrywam,że gdyby nie kalendarz albo internet to już kilkakrotnie bym ten telefon do taty przeoczyła. Jakoś tak się utarło w naszej kulturze, że 26 maja jest ogólnie znany jako Dzień Matki a Dzień Ojca nie jest już tak hucznie obchodzony.

Moje pierwsze wspomnienie taty z dzieciństwa dotyka okresu gdy miałam ok. 3 lat. Pamiętam, że leżałam wtedy na pół śpiąc na kanapie po czym zostałam przez niego zaniesiona po bardzo stromych schodach na górę. Pamiętam też, że położył on obok mnie takiego bardzo starego, wypłowiałego misia, z którym się wtedy nie rozstawałam. Zawsze lubiłam wracać do tego wspomnienia, zwłaszcza w chwilach gdy czułam, że nasze drogi jakoś się rozmijają.

Wychowałam się w bardzo tradycyjnym polskim domu, w którym to mama twardo sprawowała pieczę nad wszystkim. Nie jestem fanką takiego układu i cieszę się bardzo, że udało mi się nie przenosić go do mojego małżeństwa. Często w dzieciństwie przejawiałam zachowania skrajnie empatyczne w stosunku do taty. Gdy coś go zasmuciło, wkładałam duży wysiłek by go rozśmieszyć, gdy widziałam, że ma mniej pieniędzy ukrywałam potrzebę kupienia czegoś, nawet niezbędnego po tylko aby go tym nie obarczać. Nie jest to na dłuższą metę zdrowe zachowanie, czego konsekwencje później ponosiłam. Jednak ciężko było mi zagłuszyć w sobie taki dziwny rodzaj współczucia, który do niego czułam…Tak jakbym wiedziała,że coś mu nie wyszło, jakby było go stać na coś więcej niż to co ma…że mógłby być szczęśliwszy niż jest…

Gdy zdawałam na studia, powiedział, że się nie dostanę. Dostałam się. Gdy wyjeżdżałam, powiedział, że nie poradzę sobie na nich. Poradziłam. Gdy wychodziłam za mąż, mówił, że nie będę z nim szczęśliwa i umrzemy z głodu. Jestem z nim przeszczęśliwa a jedzenia nam nigdy nie brakowało ;)

Dziś, tego kolejnego 23 czerwca chciałabym jak zwykle aby tata był ze mnie dumny. Wiem, jednak, że już więcej nie wezmę na siebie ciężaru zapracowywania na to. Chciałabym po prostu aby pewnego dnia dostrzegł te wszystkie niewytłumaczalne cuda, które mi się przytrafiły, te wszystkie sukcesy, które dziś niewiele dla niego znaczą aby poznał bliskich mi ludzi, którzy są dla teraz niego tak samo zwariowani jak ja…